Vincent van Gogh. „Miłość jest czekaniem na szelesty, listy, na pukanie do drzwi.”. Małgorzata Hillar. „Miłość niesie ze sobą wielkie szczęście, o wiele większe od bólu, który przynosi tęsknota.”. Albert Einstein. „Aby miłość trwała przez całe życie trzeba ją pielęgnować starannie jak ogród.”. Benjamin
Więc można kochać - Leopold Staff. Więc można kochać i nie wiedzieć o tem? I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu! By coś w niej znaleźć, co było żywotem! Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!" Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!
Zapraszamy po wiersze miłosne, których autorem jest Maria Konopnicka. Piękna poezja miłosna w wykonaniu Marii Konopnickiej podczas czytania pobudzi nasze zmysły. Maria Konopnicka i jego wiersze o miłości - wyznaj komuś miłość za pomocą pięknej poezji. Strona 4
Tylw dziś trzeba ciszy, ciszy tyle, Że skrzące niebo zda się nazbyt gwarne, Gwiazdy za głśno drżą w mgławicznym pyle --. Z wolna je chmury zasnuwają czarne. Ciemność się zgęszcza i w sobie się chowa, Wiatr zgasł w ostatnim wyczerpania dreszczu, Aby milczenia niemąciły słowa, Modlę się szeptem wieczornego deszczu. Czytany
O to chodzi jedynie, By naprzód wciąż iść śmiało, Bo zawsze się dochodzi Gdzie indziej, niż się chciało. Zostanie kamień z napisem: Tu leży taki i taki. Każdy z nas jest Odysem, Co wraca do swej Itaki. 2. Na kolejną lekcję przeczytaj mit o Orfeuszu i Eurydyce ze strony 175.
Książka: Podobno jestem niemodny Jasność Wiersze autorstwa Staff Leopold, wydawnictwa: Universitas. Dostępna w Woblink! Liczba stron: 120 to gwarancja świetnej zabawy.
Moje wiersze o miłości; Moje wiersze o nadziei, marzeniach, przebaczaniu; Moje wspomnienie Wigilii z lat dzieciństwa; Obrazki świąteczne; Obrazki z bałwankiem; Obrazki z choinką; Obrazki z Matką Boską; Obrazki z Mikołajem; Obrazki z pieskami i kotkami; Obrazki z postaciami z bajek; Obrazki z zimą; Odliczanie do świąt; Oglądnij
Wiersz Leopolda Staffa "Kochać i tracić" w interpretacji Sławomira MaciejewskiegoFilm jest częścią projektu Polska poezja, którego celem jest stworzenie i
ISBN. An ISBN is a unique number assigned to an item by its publisher. Each ISBN is a 10 or 13 digit number. Thirteen-digit ISBNs must begin with either 978 or 979.
Bo oto chwili naszej miłości. Przytomny jest Bóg naszych dusz. I ponad głowy naszymi. Niewidzialne ręce swe wznosi Czuwajmy! Bo oto w chwili upojeń. Wręczy nam złote klucze. Do przepastnych, tajnych bezdni naszych dusz! Niegdyś w spalonej pochowałem ziemi.
LSRm. Zachód Niechaj z nas dwojga żadne drugiego nie wini:Po szepcie pocałunków dzikich jak płomienieZapadło między nami głębokie milczenie,Które miłość smutniejszą, duszę głębszą wieczorne słońce zachodzi za nami:Patrzym wstecz na swą drogę przebytą od wschoduI widzimy, owiani pierwszym tchnieniem chłodu,Że cienie nasze większe są niźli my sami... Wiersz: Leopold Staff W moim sercu W moim sercu róż kwitną kielichy,Bielsze niźli na muraw w nim w ranek ów cichy,Gdyś złożyła swą skroń na mym cichym sercu mym śpiewa ptak złoty,A przyleciał w me piersi bezdomne,Gdyś szeptała mi słowa tęsknoty,Których nigdy już tu nie moim sercu rój pszczół gra pasieczny,Miód ich słodszy niż złoty win się w ranek słoneczny,Kiedym uczuł twych ust moim sercu wodotrysk brzmi senny,Który gorzkie i ciężkie łzy płacze,A wytrysnął w ten wieczór jesienny,Odkąd wiem, że cię już nie zobaczę... Wiersz: Leopold Staff Twe złote włosy Włosy twe jak płomienia błyskawicy grzywa,Jak surm mosiężnych świetna, weselna muzyka,Jak uroczyste święto bogatego żniwa,Jak w południe lipcowe spieka słońca twe: bursztyn, jedwab, ogień i oliwa,jesienny niebywały przepych pażdziernika,W zasobnych miodnych ulach praca pszczół szczęśliwa,Złote szaleństwo wina dla ust twe: rozżagwiona rozkoszy pochodnia,Kojace jako morze, kuszące jak zbrodnia...jak w lesie o zachodzie zabłądzić w ich złocie!I po wirze upojeń, pieszczot zawieruszeZagrzebać w nich swe usta i upowić duszę,Dumna jak sen zwycięzcy w zdobytym namiocie! Wiersz: Leopold Staff Więc można kochać Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniuDłoń sobie wzajem podać w pożegnaniuI w dusz spokoju odejść — z bezpowrotem...Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,W dzień ów zabłądzić pamięci przelotemI stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,Uczuć się nagle sercem — na wygnaniu!I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,By coś w niej znaleźć, co było żywotem! Usta twe blade Usta twe twe swe kładęNa twe uwodneI już me serce blade i usta twojeOd mych odżyły:Jak wiśni dwojeKrwią się spłoniły,Gdy serce moje krzepnie bez siły. Wiersz: Leopold Staff Przyjście W lipowe kwiaty, w lipowe liściePróg ustroiłem na twoje winem, jako przy święcie,Stół zastawiłem na twe płótnem białym posłanieNa twoje przyjście, na twe pocałunki, ramion uściskiChowam dla ciebie na dzień nasz dniach rozłąki, po dniach w obłędzie,Na dnie witania, których nie będzie... Wiersz: Leopold Staff Wezwanie Dusza tęskniącaSnom dana w straż,Blaskiem miesiącaSerce swe trąca...Ty znasz ją... znasz...Z gwiazd los ci wróżę...Drgnął szat twych skraj...Płoną ust róże...Księżyc lśni w górze...Usta mi daj!...Owoc dojrzewaPrzepychem kras...Wnet spadnie z drzewa...Noc czar rozsiewa...Już zbiorów czas... Ukój Nocy, kochanko! Usta ogniem rozszalałe,Jak zwierzę dzikie, wpijam w twe biodra przegibne!Wtul mnie w twe piersi zimne, nagie piersi białe,Wsącz w wargi me całunków twych jady niechybne!Ostrą jak miecz rozpustą przeszyj ciało moje!Męką rozkrzyżowana na gwiazdach tęsknotaKona w męce! O, wpleć mnie w swoich ramion zwoje,Napój choć gąbką żółci, gorzką jak sromota!Zabij mnie! Żądza tajnych twych głębin jak zmora Pójdziemy razem Patrzysz mi w oczy moim snem o tobie,Milczysz milczeniem, co jest mą tęsknotą,A jak dwa wrogi — nasze dłonie obie,Z dala od siebie, w uścisk się nie jedną nam drogę iść: w miłość! A otoNi ty, ni ja się w drogę nie sposobię...Słowo — a spadną więzy, co nas gniotą;Jednak stoimy niemi, w szat tam w kwiecistym szczęścia uroczyszczuDziki o ciebie wiodłem bój... Dziś w zgliszczuSpalone, martwe, puste moje zaludnić sobą straszne głusze,A droga wiedzie tam przez dwie przepaście:Przez moją duszę i przez twoją duszę... Wiersz: Leopold Staff W przededniu Usta twoje, dziewczyno, całowań łakome,Śnią dziwy, co się własną trwożliwością płoszą...Obietnicy ust męskich jeszcze nieświadomeCzują, że jest im tajne coś, co jest rozkoszą...Drżą tesknotą za czarą słodyczy nieznanych,Roztapiając swą bladość w krwi wrącej rumieńcu;Żary pragnienia gaszą na ustach siostrzanych,Bo im zakwitł jeszcze sen o oblubieńcu. Twój cichy gaj laurowy Twój cichy gaj laurowy i twe źródło leśne,Które mnie widywały w każde rano wczesneMieszającego w liści szum westchnienia skargi,A w przeźrocz wód odbicie mej spalonej wargi,Dziwią się, że wróciwszy po długiej rozłące,O, nimfo biała, ciszy twej łkaniem nie i nie czerp wody w dzban, któryś wzbraniałaUstom żądnym ochłody i twojego zapraszaj, bym z twego źródła pił. OchłodyNie pragnę już, swej piersi nie zbliżaj mi na mchu opodal siądź. W ciszy głębokiejChcę podziwiać twe biodra jednako jak bokiCudnie rzeźbionej czary. Dopiero dziś boską Pomiędzy nami leżą długie Pomiędzy nami leżą długie, nieme lataJak nieruchome, mgłami owiane jezioraZ łez, które lała nasza obopólna strata,Gdy bezdnem rozdzieliła nas losu beznadziejnie czekali wieczora,Gdy najkrótsze spotkanie nasze usta zbrata,Choćby natychmiast znowu miała nadejść pora,Kiedy rozłąka wieczna do drzwi dzisiaj, gdy nam spełnia sny dzień niespodziany, Wiersze Miłosne Asnyk Adam, Wiersze Miłosne Mickiewicz Adam, Wiersze Miłosne Fredro Aleksander, Wiersze Miłosne, Leśmian Bolesław, Wiersze Miłosne Heine Heinrich, Wiersze Miłosne Kasprowicz Jan, Wiersze Miłosne Kochanowski Jan, Wiersze Miłosne Jarosław Iwaszkiewicz, Wiersze Miłosne Goethe Johann Wolfgang, Wiersze Miłosne Jonasz Kofta, Wiersze Miłosne Julian Tuwim, Wiersze Miłosne Słowacki Juliusz, Wiersze Miłosne Tetmajer Przerwa Kazimierz, Wiersze Miłosne Konstanty Ildefons Gałczyński, Wiersze Miłosne Kornel Makuszyński, Wiersze Miłosne Leopold Staff, Wiersze Miłosne Baczyński Krzysztof Kamil, Wiersze Miłosne Hugo Victor, Wiersze Miłosne Krasiński Zygmunt, Wiersze Miłosne Konopnicka Maria. Oprócz gotowych tekstów wierszy miłosnych możecie w e-Życzenia pl dodawać swoje własne wiersze. Wystarczy założyć darmowe Konto Użytkownika i dodać swój własny tekst i po akceptacji tego tekstu przez administrację portalu nowe wiersze pojawią się na stronie www. Wiersze miłosne możecie kopiować i dołączać do kartek elektronicznych. Wybierajcie wiersze i wysyłajcie kartki do przyjaciół i rodziny.
Więcej wierszy na temat: Miłość « poprzedni Wszystko było inne, zanim cię poznałam. Świat mi się wydawał jak nie z mojej bajki. Tłumy ludzi obok a ja ciągle sama. Jedna myśl dręczyła. Czy On ze mnie zadrwił? Sen był jak ucieczka a marzenia życiem. Smutek w oczach zdradzał, to co ukryć chciałam. Wtedy chyba było do nieba najbliżej, lecz gwiazdy milczały, kiedy ja krzyczałam. Po co i dlaczego? W myślach wciąż te słowa, jak jakaś zagadka nade mną wisiały. Czy Bóg się pomylił, dając mi Anioła? Czy też chciał zachować we mnie resztki wiary? Kiedy cię poznałam, wszystko się zmieniło. Życie było życiem pod błękitnym niebem. Pierwszy raz poczułam, jak smakuje miłość. Dzisiaj wiem, że żyłam i żyję dla ciebie. Napisany: 2022-07-24 Dodano: 2022-07-24 19:54:06 Ten wiersz przeczytano 582 razy Oddanych głosów: 37 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej »
Sklep Książki Poezja, aforyzm, dramat Poezja Najpiękniejsze wiersze Staff (okładka twarda, Oceń produkt jako pierwszy Opis Opis Najpiękniejsze wiersze z dorobku Staffa, o życiu, miłości, przemijaniu i trwaniu w poezji. Dane szczegółowe Dane szczegółowe ID produktu: 1004531978 Tytuł: Najpiękniejsze wiersze Staff Autor: Staff Leopold Wydawnictwo: Wydawnictwo BIS Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 64 Data premiery: 2001-01-01 Rok wydania: 2001 Forma: książka Indeks: 68676209 Recenzje Recenzje Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane
Polski poeta, tłumacz i eseista. Jeden z najwybitniejszych twórców literatury XX wieku, kojarzony głównie jako przedstawiciel współczesnego klasycyzmu; prekursor poezji codzienności, związany także z franciszkanizmem i parnasizmem. A gdy ujrzymy się znowuKiedyś po długich latach ujrzymy się znowu. Łódź moja będzie w przystań wracała z połowu AdoracjaZ mych pocałunków szata twej nagości,Z warg moich na niej purpurowe róże,Ani jednejAni jednej... ArkanaGdy beztroskie jak kwiaty, lekkie jak ptaków loty Zachwyty serca mego wyśpiewać chcę radośnie,&nbArs poeticaEcho z dna serca, nieuchwytne,Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,Ave auroraDźwigaj się, serce! Nocnych niebios ciemię, Gniotące drętwym snem ciebie i ziemię, Ballada pierwszaGdzieżeśmy to zabiegli w gonitew rozpędzie, Czereda zapaleńców i szalonych głów? Bieguny"Nie z tego świata jest królestwo moje"- Takie pokorne Mistrz wyrzekł dalekaNie widzę ciebie, tylko twoje szaty,I ślepym ciebie zgaduję zdumieniem,Bogowie ZmarliMoc zbudziła w nim butę i dumny gniew wraży,Iż nie ścierpiał nad sobą dłoni bóstw Kozickiemu BronaSłońce za wzgórze się chyliI senną ziemię jesiennyGdzież jest ta wywalczona z mozołem pogoda,Ku której mnie przez lata wiodły strome ścieżki?CapriNa morzu wyspa górska: miniatura Tatr, Jeno że Morskie Oko, miast w środku, jest wkoło Chciałem już zamknąć dzień...Chciałem już zamknąć dzień na klucz,Jak doczytaną księgę,ChlebWiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,CienieMińmy tę ścieżkę. Tuśmy ongi się spotkaliWśród świeżej lip pleciony kosz,Chciałem weń włożyć owoce,Curriculum vitaeDzieciństwa mego blady, niezaradny kwiat Osłaniały pieszczące, cieplarniane cienie. CzarW miękkich fałdach twej sukni zgubiony ustamiPiję złotej godziny czar... Niech nas omami...Czarna godzinaZbudzone z snów, wśród chmurnej czoła niepogody, Myśli me w głębie schodzą jak kamienne scCzasGodzina późna bije,Głosi się czasu niewinneŁąkami idę. W krąg kwiatyI słychać brzęki gdy gaśnie blask słonecznej kuli,Nad brzegiem wody, gdzie drzew widma mdleją,Dalekaś mi...Dalekaś mi, daleka,Jak radość szczęścia cicha...Deszcz jesiennyO szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesiennyI pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,Do muzyMam pewność niezachwianą, wierzę uroczyście,Muzo, com ci nie przestał służyć i hołdować,DobranocDobranoc! Śnij,Że w las zielony wiosną DrogaUmierali, umierają, umierać będą, Jak żyć będą i żyją, i żyli. DzieciństwoPoezja starych studni, zepsutych zegarów,Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,Dziwaczny tumW męczarni twórczej, w bólu natężonej mocyTrawiony dzikim ogniem, z obłąkanym czołem,EchoWśród swawolnej gonitwy w boru gęstwie starej Usłyszał faun rozkoszne słowo obietnicy EpitafiumTu leżę. Życia wyrok padł na mnie młoda. Woń ciepła róż i pomarańczy,Gdy czytać będzieszGdy czytać będziesz wieczorem te słowa I skroń pochylisz nad zadumą zwrotki, Gdy w twoich ustach...Gdy w twoich ustach z nieukojemSzukam twojego serca woni,Gdzie się podziałaGdzie się podziała dawna miłość nasza?Wszystko przemija, czas wszystko uśmiercaGęsiarkaZ czteroletnią powagą, w spódniczce po boseStopki i w kaftaniku na wyrost, to wąskąGnójCzcigodny gnoju, dobroczynne łajno, Tchnące, jak znojna najmity pazucha HarmoniaMiałem wielkie pogody i chmurne mój, zdobywczy niegdyś, zmienia się w obrończy,Hora tańczącaDzięki za tę godzinę, gdyś, mych ócz tęsknicą Uproszona, tańczyła dla mnie, tanecznico, IdziemyIdziemy drogą kamienistą,twardąI besłoneczny mamy strop nad głową,Ja kocham CiebieJak tchu dla piersi, tak mi ciebie brak!W pochmurnym niebieJak wiersze czytaćSiądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej,W której ogród odbija się i błękit czysty,KartofliskoPod niebem, co jesiennym siąpi kapuśniakiem, Na sejm zlatują wrony w żałobnym zespole Kiedy spotykam cię w lesieKiedy spotykam cię w lesie,Co szumem w sen się kołysze,Kochać i tracić...Kochać i tracić, pragnąć i żałować,Padać boleśnie i znowu się podnosić, KochankaPrzyjdę do ciebie w północ ciemną, z nowiem...Drogę przez półmrok wskaże mi tęsknota...KogutPurpurowego hełmu uwieńczony chwałą, W ogniu piór, gdzie grą wszystkich odcieni się przędzie KołodziejO lat tysiąc świat cały wygląda mo młodziej,Gdy widzę, jak przed progiem swej lepianki wiejskiejKoronaW rubin stopić swoją dumę i serdeczny ból,W szmaragd nadzieje swoje i lasów zielenie,KowalCałą bezkształtną masę kruszców drogocennych,Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,Kto jest ten dziwny nieznajomy...Kto jest ten dziwny nieznajomy,Co mnie urzeka swoim gusłem?Kto miłość zna?Kto miłość zna? Kto, duszą obłąkany,Wypił zabójczy i najsłodszy jad, La RochefoucauldJa nie nudzę się tylko się zbudzę,ListPytasz mnie, jak sie czuję. Tak, jak czuć się możeCzłowiek dość pełnoletni w końcu listopada,List z jesieniCzekam listu od Ciebie... Tam Południa słońceI morze mówi z Tobą... U mnie długa słota,LosDla siebie los nas stworzył dwoje,Lecz nas rozdzielił traf żywota Mali ludzieKocham was, mali ludzie, i szarzyznę smętnąDni i izb waszych, w których trumna czy kolebaMarek Aureliusz mówi"Świata koronę na głowie nosząc, a w sercu tysiąceGrotów losu, do liczby dawnych przyjmuję dziś nowy,MatkaO zmierzchu przy oknieMatka trąca nogą biegunyMelancholiaNagie, odarte z zwiędłych liści drzewaSterczą ku niebu milczącą zmierzchówPorzućmy groty głuche, gdzie dzień nas zepchnął złoty, Na świat biegnijmy, chyże na ziemię zwróćmMiłośćW płaszczach królewskich, lśniących dumną pychąW błękitnych szatach tęsknoty,Miłość dążącaA mam we włosach różę bladą jak wspomnienieCichego rozkazania, którego nie pomnę...MłodośćSzara, wielka kamienica, Pokój, dywan, koń drewniany, ModlitwaChroń Panie, wątłą mojej duszy zieleń Od podeptania i martwych spopieleń, MostNie wierzyłemStojąc nad brzegiem rzeki,Na ruinieWoda wiedziała więcej o nas niż my samiŻe to ostatnia nasza schadzka pod drzewamiNad brzegiemŻwirem brzegu idąc ponad rzeką,Przystanąłem nagle jak w nocyNoc czarna, srebrna nieskończonyNiedzielaNie pójdę tą ścieżkąWiędnącą opadłymi liśćmi:NokturnWieczór nad leśnym tłumem drzewCiemności piętrzy miłości wrogaTyś mnie spotwarzył, bracie, tyś proch mi cisnął w oczy -Jam twarz swą w źródle umył, w tobie się duszO radosnej ojczyźnieJest nas ogromna, cicha, przedziwna rodzina, Gromada obłąkańców z mrocznymi oczami, O zmierzchuW ogromnej, świętej ciszy krąg słońca umieraRóżowiąc nieboskłony zorzą me pełneOczy me pełne ciebie, jak polne krynice,Gdzie niebiosa swe jasne odbijają od życia...Odtrącony od życia zwycięskiej biesiady,W zadumie dni swe pędzę, w samotności cię nie niepokojąCierpienia twe i przedziwnyW przedziwnym mieszkam ogrodzie, Gdzie żyją kwiaty i dzieci Ojczyzno naszaOjczyzno nasza, Matko bolesna! OnByłeś wciąż przy mnie niegdyś przed tysiącem lat(A może tak sie tylko memu sercu zdaje).Ostatni z mego pokolenia...Ostatni z mego pokolenia,Drogich przyjaciół dzieciństwaIdąc od świtu, z głową odkrytą i bosy, Ległem w sadzie. Znużyła mnie droga taneczna. Pani z MiloZ dniem każdym coraz smętniej w upadek się chylą Szczątki twej świetnej chwały, boska pani z Milo. Patrz na te chmury...Patrz na te chmury, co się kłębią w niebie,Siostrzyce burz, niepogody!Patrzyli z oczu...Patrzyli z oczu ogromną dziwotą Pasterze, owiec porzuciwszy straże, PętaW głuchych głębiach pamięci, jako przez sen pomnę:Jednym pętem związani wyszliśmy z gęstw lasówPierwsza przechadzkaŻonie Będziemy mieszkać w swoim domu, Będziemy stąpać po swych własnych schodach. Nikt o tym nie mówił nikomu,Pies w słońcuDzień cały na żelaznym upięty łańcuchu, Rozpędza czas niechętnie, w niecierpliwej nudzie, Piosenko mojaPiosenko moja cicha, Jedyne szczęście moje Po latachPo długich latach pierwszy razIdę jesienną tą - ustne, ustom - radeWargi twoje dziwnie na piaskuI zwaliło modlitewnaKto szuka Cię, już znalazł CiebieJuż Cię nie ma, komu Ciebie trzeba,Pójdziemy razem...Patrzysz mi w oczy moim snem o tobieMilczysz milczeniem, co jest mą wsiPochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,PokusaW dłoni masz różę, w włosach perły winogrona,A usta purpurowe, wilgotne od wina. Polsko, nie jesteś ty już niewolnicąPolsko, nie jesteś ty już niewolnicą! Łańcuch twych kajdan stał się tym łańcuchem, PółnocSmutek mając za druha, pustkę za sąsiada,A samotność za siostrę, co wiecznie mi bliska,PracaRęce w kieszeni, w ustach papieros, Chodzę po świecie, władca i świt,Ale nie jest gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów,Wyznawca snów i piękna i uczestnik godów,Przychodzi do mnie nocąPrzychodzi do mnie nocą, bierze mnie w ramiona I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... PrzygnębienieZmierzch melancholią szarą spływa...Senność powieki moje klei,PrzyjścieW lipowe kwiaty, w lipowe liściePróg ustroiłem na twoje cośZewsząd tak ciasne rozszerzać horyzont,RozkazTen łan po prawej, Panie, bratu memu Daj pod pszenicę. Ten z lewej pod żyto RzeczywistośćNiewiara w miłość ma się wstydzi:Oczy mi skrywa róż starym, zapuszczonym parkuStałem nad stawemSen nieurodzonyBędę tworzył! Rozmachem szaleje mi ramię! Hartownym młotem będzie mi piorun mej siły! Smutek twórcyNajwyższa rozkosz twórcy: w duszy doskonałySen widzieć piękna, co się doprasza żywota,Sonet szalonyWłóczęga, król gościńców, pijak słońca wieczny,Zwycięzca słotnych wichrów, burz iStraszna nocCzasem zapada straszna noc, głucha, upiorna... Noc beznadziejna, sina i grozą potworna... StrofaA że zapomnieć ciebie muszę, Twe oczy słodkie i ogromne, Szara, spękana ziemiaSzara, spękana ziemia, ugór zjałowiały,Poszarpany pustymi wyschłych wód chleba i winaI Stałem na polnej drodze koło Męki Bożej: Tak. Bóg opuścił ziemięTak. Bóg opuścił ziemię naszą! Spadł na nią klątwy jego gniew. TęsknotaI Jesteś cicha jak śnieg, Trącam o ciebie, struno...Trącam o ciebie, struno bolesna pamięci, Grająca ciszę zmierzchu, wonią sianożęci. Twe złote włosyWłosy twe jak płomienia błyskawicy grzywa,Jak surm mosiężnych świetna, weselna muzyka,UpiórOni śpią w swoich izbach spokojni jak wczora,A ja biadam i serce mi młotem się tłucze,W moim sercu...W moim sercu róż kwitną kielichy,Bielsze niźli na muraw ogrodzie leżę...W ogrodzie leżę o wieczorze,Patrząc w lecące ptaki,W przededniuUsta twoje, dziewczyno, całowań łakome,Śnią dziwy, co się własną trwożliwością płoszą...W ruinach świątyniCzym zbłądził między swojej świątyni kolumny. Których czołom czas stary odebrał trud dumny Wiatr koczowniczyDawno już został utracony czasy w kwiatach i czasy w szalał w nocy...Wichr szalał w nocy, a gdym wyszedł rano,Pod niebem bez promieniWidok ze wzgórzaJesień wspomnienia tka błękicie obłok srebrny płynie, Więc można kochać...Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniuWieczórLeżę na łodziW wieczornej w lesieI drzewa mają swą wigilię...W najkrótszy dzień Bożego roku,Willa SamotnaCień, co na miłoć naszš padł wieczn żałobšBył dawno w mym przeczuciu. Pomnisz: szedłem z tob&sWirKrew gna nas w szał! Rzuć wiosła! Na głębokie wodyŁódź nas zagnała! Nie broń się błagań próżnicWizytakiedy przyjdziesz po mnieja pełen wspomnieńWolnośćCiasno mi, Panie, na kolumniePychy samotnej, gdzie choć stoję,WółW bezstrunnej rozwidlonych twoich rogów lirze Milczy hymn niemy pracy. Roboczym nawykiem WróbelKochany wróblu mój, obywateluCzterech pór roku i świata całego,Wysokie drzewaO, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa, W brązie zachodu kute wieczornym promieniem, Wyszedłem szukać...Wyszedłem szukać Ciebie o swicie i w trwodze,Nie znajdując, myślałem, żem szedł drogą kłamną;Zabite drzewoZ ciemnych mojego lasu drzew jedno najcichsze Ukochałem, najbardziej smutne i najwiotsze: Zachód jesiennyPrzeszłość jak ogród zaczarowany,Przyszłość jak pełna owoców słowaKiedy przyszedłem na ten świat posępny, mrocznyJak okręt z mórz bezdennych do nudnej przystani,Ziemia dziewiczaJako pas szmaragdowy między dwa błękity Morza i nieb na brzegu ujęty miłośnie, Zła chwilaMęczą mnie jakieś mary pełne ciemnej złościMącą mi ciszę, w mroki zapada ma wracają z pola, psy szczekają w dali,Wśród chałup jak opryszki skradają się ciemnej rzeki...Znad ciemnej rzeki wiatr przylataI mglistych wspomnień woń pomnika Chopina w WarszawieWyrażał ciebie nie brąz, lecz powietrzeDrżące dźwiękami, co od marzeń letszeŻurawWyższy nad strzechy chałup, wśród sadów i strażnik studni, skąd człek i chudobaZwózkaSprzymierzone z plemieniem pszczół w pracy zakonie,Miodową je gościną chętnie darzą kłosy,